Konfrontacje

Aktualności

Wśród prac nadesłanych na 30 Konfrontacji Fotograficznych w Gorzowie Wielkopolskim wyraźnie dominowała tendencja do swobodnych przekształceń obrazu fotograficznego. Zjawisko takie widoczne jest już od wielu lat, ale obecnie w niewielkim już stopniu ma związek z programowym postmodernizmem, a raczej świadczy o wpływie tych wzorców postępowania jakie narzucają mass-media. To właśnie one wytwarzają głód coraz to intensywniejszych bodźców wizualnych, co jest skutkiem presji wielości zmiennych, niepokojących i pełnych sprzeczności obrazów oraz opinii stamtąd płynących. Zauważalny był brak na konkursie takich tematów jak życie codzienne czy studia architektury, które kiedyś były ważnym źródłem inspiracji dla fotografujących. Nie chodzi mi o stawianie zarzutów, należy jednak odnotować charakterystyczny fakt, że autorzy największe nadzieje na osiągnięcie wartościowego rezultatu swojej pracy wiążą z oryginalnym opracowaniem ekspozycyjnej wersji obrazów. W postawie takiej są analogie do piktorializmu sprzed lat, tyle że obecnie dominuje innego typu rozumienie wierności wobec natury. Regulamin gorzowskich konfrontacji stwarza autorom szczególne wymagania odnośnie przedstawienia zestawu prac. Nie wystarcza więc tutaj jedno udane zdjęcie, albo proste zestawienie kilku różnych. Konieczność przekonywującego połączenia ze sobą 3-5 fotografii jest wyraźnym wysokim progiem trudności. Idea operowania zestawami wywodzi się z postkonceptualnej sytuacji sztuki lat siedemdziesiątych, kiedy to starano się ostatecznie przełamać tradycyjne rozumienie fotografii jako wyizolowanego obrazu poprzez operowanie seriami fotografii, co miało podkreślić dynamikę procesu poznawania i otwartości na realne uwarunkowania świata. Szybko okazało się, że operowanie cyklami stwarza co najmniej równie wiele wymagań co odpowiednie uzasadnienie wyjątkowości jednego wyboru kadru. Ponadto zasadnicza różnica pomiędzy sytuacją sprzed ćwierćwiecza a obecną polega na tym, że dawniej dominowały proste ujęcia zwykłych sytuacji, które odwoływały się do obiektywnego rytmu czasu i przemian obiektów, tak jakby był to wybór kadrów z taśmy filmowej pretendującej do roli neutralnego świadka. Obecnie wiele autorów zestawia ze sobą obrazy z których każdy może być syntezą różnych ujęć przetwarzania, inscenizacji, nosić ślady tonowania czy pod malowań. W ten sposób już na jednym obrazie kondensuje się to, co samo mogłoby już być cyklem. Zestawienia kilku takich prac są więc zwielokrotnionymi złożeniami i nie łatwo jest zbudować z nich zestaw w którym można by docenić zarówno logiczny rozwój formy jak i koherencję. A takie właśnie walory starało się docenić jury w prasach wybranych do nagród. Szczęśliwie nie zabrakło prac, które zasługiwały na wyróżnienie, jakkolwiek prowokowały też do gorących dyskusji. W sumie spotkały się tutaj prace wyrażające różne postawy, chociaż – jak stwierdziłem na wstępie – wyraźnie skłaniające się do manipulowania tworzywem. Warto chyba na koniec stwierdzić, na użytek przyszłych konkursów, że najbardziej oczekiwane i doceniane są zawsze prace z których przebija autentyczne zaangażowanie w pewien problem. Jury bynajmniej nie preferuje żadnej maniery formalnej i nie warto nadsyłać prac kierując się taką domniemaną preferencją.

Adam Sobota

UCZESTNICY:

Jury w składzie:
Jerzy Lewczyński - Rada Artystyczna ZPAF – Gliwice – Przewodniczący
Władysława Nowogórska - ZPAF Gorzów Wlkp.
Janusz Nowacki – Galeria „pf” – ZPAF Poznań
Andrzej Saj - Redaktor Naczelny pisma art. format – Wrocław
Adam Sobota – Muzeum Narodowe – ZPAF – Wrocław
Marian Łazarski – ZPAF Gorzów Wlkp. – Sekretarz

Na posiedzeniu w dniu 31 marca 2000r i po obejrzeniu 169 zestawów, 602 fotogramy,
104 autorów, zakwalifikowało do wystawy 66 zestawów, 217 fotogramów, 57 autorów. Z pośród zakwalifikowanych zdjęć przyznało nagrody i wyróżnienia zgodnie z regulaminem, które otrzymują:

I nagroda – 2000 zł Jerzy Chaberek z Łomży za całość prac tj. zestawy
„Ślady przeszłości” – 3 zdj. „XXX” – 6 zdj. „Trzy portrety z zapisu wewnętrznego” – 3 zdj.

II nagroda – 1500 zł Robert Latusék z Poznania za zestaw 3 zdj.
„Tryptyk neośredniowieczny (ok.XXIw.)”

III nagroda – 1000 zł Anna Dąbrowski z Berlina za zestaw zdj. „Tęsknota” – 4 zdj.

Nagroda Firmy TETENAL – Antoni Rut z Poznania za 2 zestawy zdjęć „XXX” po 3 zdj.

Wyróżnienia – po 800 zł otrzymują:
Karolina Stelmach z Poznania za zestaw 3 zdj. „Teraz Polska”
Kirył Gonczarow z Warszawy za zestaw 4 zdj. „Duchy”
Piotr Zabłocki i Marcin Pazio z Gdańska za zestaw 3 zdj. „Od stóp do głów”

Dyplom Honorowy Rady Artystycznej ZPAF otrzymuje:
Sławomir Sajkowski z Gorzowa Wlkp. za zestaw 4 zdj. ” Woda”
Wyróżnienie – publikacja w piśmie artystycznym 
format otrzymuje
Kirył Gonczarow z Warszawy – zdjęcia wyróżnione

Ponadto nagrodzeni i wyróżnieni otrzymują roczną prenumeratę magazynu „FOTO”
ufundowane przez Redakcję pisma.

Henri Cartier-Bresson
PARYŻ

Fragment rozmowy Krystyny Łyczywek z Henri Cartier – Bressonem, Paryż, 1974

- Wszyscy kojarzą sobie Pana z teorią „właściwego momentu”, „the decisive moment”…
- I słusznie, bo w fotografii – jeszcze raz powtarzam – zasadniczą rolę odgrywa intuicja. Nie potrzeba wiedzieć, dlaczego właśnie wtedy naciska się spust migawki, ale trzeba to zrobić w takiej chwili, która stanowi o wyniku. A na ten wynik składa się zarówno wydarzenie i rozpoznanie w ułamku sekundy jego znaczenia, jak i równoczesna właściwa organizacja formy wizualnej. Fotografia dla mnie to rytm płaszczyzn, linii i walorów. Fotografia jest nowym rodzajem plastyki, funkcją chwilowych linii. A kompozycja powinna być stałym zajęciem fotografa. W momencie decydującym zaś powinna być intuicyjna.
- Czy taka teoria nie stwarza niebezpieczeństwa priorytetu formy w stosunku do treści w fotografii, a zwłaszcza w reportażu, którego sens istnienia polega na autentyzmie?
- Dobry reporter musi rozpoznać – i to w ciągu ułamka sekundy – znaczenie faktu i ocenić rygorystycznie organizację form wizualnych, które tę treść wyrażają. Dzięki odpowiedniej formie nasze przeżycia, nasze wzruszenia i nasze koncepcje stają się wyrażalne i zrozumiałe.
- Czy Pana zdaniem w reportażu jest dopuszczalna ingerencja fotografa w bieg wydarzeń, innymi słowy, czy może on sobie pozwolić na aranżowanie pewnych scen? O wiele łatwiej byłoby mu wówczas zadbać o formę…
- Nie znoszę aranżowania wydarzeń. Nie znoszę reżyserowania. To okropne… Nie wolno fałszować rzeczywistości. Kocham prawdę i tylko prawdę pokazuję…
- A co to jest prawda?
- Prawda sama w sobie nie istnieje. Ale ja się czuję odpowiedzialny za siebie i za temat, który fotografuję. A czy zauważyła Pani ile się można dowiedzieć o autorze, gdy patrzy się na odbitkę stykową, niekadrowaną ani upiększaną? Toż to jest całe studium psychologiczne. Z tej odbitki można dowiedzieć się prawie wszystkiego o osobowości fotografa. Ja jestem złym fotografem prasowym, bo mnie nie interesuje odnotowywanie faktów. Ważne jest spojrzenie na nie. Wtedy zdjęcie można porównać do opowiadania Czechowa lub Maupassanta.
Krystyna Łyczywek „Rozmowy o fotografii 1970-1990″, Szczecin 1990

14 sierpnia 1997 MAGAZYN GAZETY 11(skrót)

Henri Cartier-Bresson
przez sześćdziesiąt lat nie rozstawał się z małą,
srebrzystą leicą.
To w jego rękach ten pierwszy małoobrazkowy
aparat stał się narzędziem sztuki przez duże S

Cartier – Bresson urodził się w roku 1908 w zamożnej burżuazyjnej rodzinie francuskiej. W młodości fascynowało go malarstwo, podjął studia u kubisty Andre Lhote’a. W swym bogatym życiu artystycznym przerzucał się z łatwością od fotografii do filmu dokumentalnego i grafiki. Do historii sztuki przeszedł jednak przede wszystkim jako autor wielu wspaniałych fotoreportaży” … „Odbywał wielomiesięczne podróże od Indii, Kanady, Meksyku, po Kubę, ZSRR i Chiny, podsumowane wspaniałymi wystawami i albumami” Był wielokrotnie świadkiem historii. Słynne są jego zdjęcia z ostatnich dni Kuotnintangu, z początków Chin komunistycznych, z pogrzebu Gandhiego, z budowy Muru Berlińskiego. W 1954r. gdy zaczynała się odwilż w ZSRR, był jako pierwszy na miejscu…. „W 1947 r. wraz z dwoma innymi wybitnymi fotoreporterami, Robertem Capa i Szimem czyli Davidem Seymourem utworzyli autorską agencję fotografików Magnum. Przez dwadzieścia lat pozostawiania w Magnum Cartier-Bresson był sumieniem środowiska i jego autorytetem artystycznym. Kiedy Fundacja Menil z Houston poprosiła go o podsumowanie dorobku i wskazanie najbardziej znaczących zdjęć, artysta wybrał 385 fotografii. Ten autorski zestaw czarno-białych zdjęć można obejrzeć w Paryskiej Bibliotece Narodowej, w Muzeum Wiktorii i Alberta w Londynie, w Houston i Muzeum Sztuki w Osace. Zdjęcia Cartier-Bressona eksponowane były od lat trzydziestych w najbardziej prestiżowych galeriach i muzeach świata, wydano je też w dziesiątkach albumów. W Polsce ten klasyk fotografii nie był jeszcze wystawiany. Może czas nadrobić tę nieobecność?

Maria Kruczkowska

Bronisław Szlabs
WIZERUNKI JANA PAWŁA II

Bronisław Schlabs artysta fotografik i malarz jest jedną z najciekawszych indywidualności polskiej sztuki. Z wykształcenia inżynier budownictwa swoją przygodę ze sztuką rozpoczął od fotografii. W ciągu kilku lat od okolicznościowego reportażu doszedł do kompozycji abstrakcyjnych, porównywalnych z malarstwem informel.
W 1956 roku skomponował pierwsze obrazy abstrakcyjne, w których nieco później umieszczał zużyte przedmioty metalowe. Już wówczas posługiwał się takimi nietypowymi dla malarza materiałami jak papa, farby nitro, masa kablowa i sproszkowane metale.
Był nowatorem zarówno na terenie malarstwa, jak i fotografii, której poświęcał coraz więcej czasu. W 1959 roku (wspólnie ze Zdzisławem Beksińskim i Jerzym Lewczyńskim) wziął udział w Pokazie Zamkniętym, nazwanym Antyfotografia, który po latach uznano za „jedno z najważniejszych wydarzeń w polskiej fotografii” („Foto” 1994 nr 8). Muzeum Narodowe we Wrocławiu odtworzyło gliwicką prezentację i pokazało ją szerszej publiczności w końcu 1993 roku, najpierw we własnej siedzibie, a następnie w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie.
Fotograficzne dokonania Schlabsa prezentowano również światowej publiczności. Wspomnę tutaj tylko o jednej ekspozycji. Otóż w 1960 roku uczestniczył on w bardzo ważnej – zdaniem Krzysztofa Jureckiego, znawcy tej sztuki – wystawie zorganizowanej przez Museum of Modern Art w Nowym Jorku «The Sense of Abstraction in Contemporary Photography». Jego zdjęcia wystawiane obok prac najwybitniejszych przedstawicieli awangardy z M. Ray’em i L. Maholy-Nagy’em na czele, należały do najbardziej nowoczesnych, daleko odbiegając od abstrakcji aluzyjnych, których dużo tam zaprezentowano.
Pomimo niewątpliwych sukcesów na terenie sztuki abstrakcyjnej artysta, po długiej przerwie spowodowanej przeżyciami osobistymi, przewartościował swoją dotychczasową postawę twórczą. Począwszy od drugiej połowy lat siedemdziasiątych zwrócił się ku sztuce przedstawiającej, zamierzał bowiem tworzyć pogłębione wizerunki interesujących go ludzi…. Wizerunki nie tylko malarzy. I co ciekawe, próbując dotrzeć do wnętrza portretowanych osób, wykorzystuje swoje dotychczasowe doświadezenia związane z malarstwem informel (rozprowadzanie farby), wczesną twórczością fotograficzną (preparowanie negatywów) i wynalezioną przez siebie technologią malowania na papierze i płótnie, m.in. sproszkowanym aluminium i miedzią. W ostatnich latach Schlabs tworzy cykl wizerunków. Najpierw artystów poznańskich a następnie wybitnych postaci z dziedziny muzyki: Agnieszki Duczmal, Henryka Wieniawskiego, Krzysztofa Pendereckiego, a od roku 1988 papieża Jana Pawła II. Artysta od wielu lat jest nim zafascynowany, o czym świadczy wykonanie 18 różnorodnych jego podobizn. Schlabs, nie bez racji, uważa, że Jan Paweł II jest osobistością wielkiej miary; papieżem-pielgrzymem, który podejmuje wielki trud religijnego odrodzenia świata, nie pamiętając przy tym o prawach człowieka i godności osoby. Dzisiaj w dwudziestym pierwszym roku pontyfikatu Jana Pawła II, Schlabs tak samo jest zafascynowany postacią papieża, jak przed laty. Jego podziwu nie osłabił ani upływający czas, ani coraz częstsze głosy krytykujące nieugiętą postawę biskupa Rzymu. Dlatego dla wszystkich powinno być jasne, że prezentowane na wystawie wizerunki nie powstały z pobudek koniunkturalnych, ale z wewnętrznej potrzeby.
Schlabsa, jak można mniemać, najbardziej ujęły dwie cechy osobowości papieża podkreślane przez dziennikarzy na początku pontyfikatu, z jednej – strony głębia jego życia duchowego a z drugiej – serdeczność i prostota, umiejętność nawiązywania kontaktu z ludźmi. Oczywiście, sportretowanie tak wielkiej indywidualności, dotarcie do jej wnętrza za pomocą swoistego malarstwa, a więc sztuki wizualnej, wydaje się prawie niemożliwe.
„Jego gładka twarz bez skazy – pisał o Janie Pawle II znający go osobiście Andre Frossard – fotografowana więcej niż czyjakolwiek inna, skrywa swojął tajemnicę. Światłoczuła błona nie jest wystarczająco czuła, by zarejestrować pracę wiary”. Schlabs doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego nie zależy mu na uchwyceniu wyłącznie zewnętrznego podobieństwa. Nie używa nawet terminu „portret”, który kojarzy mu się z konwencjonalnym ujęciem modela od strony fizycznej, lecz „wizerunek”, w którym poprzez deformację chce ukazać duchową stronę przedstawionej osoby i problemy, które ją nurtują.
Prawdopodobnie zgodziłby się z myślą mistrza Eckharta, który już w średniowieczu powiedział: „Kto widzi mą podobiznę, nie widzi mnie. Mój wygląd nie jest mą naturą”. A to dlatego, że wierne odwzorowanie rysów to dopiero punkt wyjścia, forma której wyraz nadaje osobowość. Ta natomiast ujawnia się w działaniu, w ruchu.
Tak właśnie ukazuje papieża Schlabs, który przedstawia jego obecność wśród ludzi, a właściwie osobisty kontakt z poszczególnymi osobami. Chcę podkreślić to, co trafnie uchwycił artysta, a mianowicie oddziaływanie papieża swoją obecnością. Na ten temat tak pisał cytowany już Frossard: „…chrześcijaństwo w sposób zasadniczy jest religią obecności. Objawienie się jest objawieniem obecności, wcielenie jest obecnością, eucharystia jest obecnością, a misją papieża jest być obecnym”.
Przy wszystkich zbieżnościach z wyobrażeniami innych, które składają się na obraz papieża, wizerunki Schlabsa są po części autoportretami, ponieważ artysta nasyca je własnymi emocjami i poglądami, przedstawia swoją syntetyczną i w pewnej mierze wyimaginowaną wizję Jana Pawła II. Stąd całą odpowiedzialność za konterfekty ponosi portretujący a nie portretowany.
Wśród eksponowanych prac są stosunkowo proste, których znaczenie dociera do widza już w trakcie niedługiego obcowania. Należą do nich te, w których np. papież dotyka głowy klęczącej kobiety czy, w którym siostra zakonna ściska rękę Jana Pawła II. Trudniejsze do „czytania” są kompozycje zawierające obraz w obrazie, gdzie pojawia się przepływająca energia (z lewej znajduje się postać Ojca Świętego ukazana w układzie „do kolan”, a z prawej, wkomponowany został jego wizerunek z profilu) oraz, gdzie uchwycono błysk świętości (np. w pracy przedstawiającej podarowanie obrazu z ukrzyżowaniem). Natomiast najtrudniejsze do „usensowienia” są kompozycje, w których połączone zostały nieokreślone postacie z wnętrzami sakralnymi oraz te, w których przedstawiono symultaniczność zdarzeń. Tego rodzaju wyobrażenia wymagają aktywnego współudziału odbiorcy. Spośród najbardziej skomplikowanych obrazów, moim zdaniem, wyróżnia się praca, w której monumentalna, w ruchu ukazana postać papieża utworzona została z fragmentu świątyni z otwartym oknem i jakby przemieszczonego profilu. Ta kompozycja w niekonwencjonalny sposób uświadamia wielkość i dynamikę działań Jana Pawła II oraz jego otwartość….
Obcując z obrazami Schlabsa warto zwrócić uwagę na inwencję artysty, który z jednego „wzoru fotograficznego” potrafi skomponować trzy różnorodne kompozycje (spotkanie siostry i księdza z papieżem). A także na oszczędne posługiwanie się środkami techniczno-artystycznymi (ograniczenie czyni mistrza). W wielu kompozycjach poznańskiego artysty niemimetyczne elementy obrazu, głównie wszelkiego rodzaju plamy – niekiedy bardzo atrakcyjne wizualnie, o swoistej strukturze – pełnią funkcję semantyczną, tzn. współtworzą komunikowane sensy rzeczywistości przedstawionej.
Wydawać by się mogło, że świat obrazów Schlabsa, oparty na negatywach fotograficznych, powinien być ściśle określony i zamknięty, lecz dzięki twórczym ingerencjom artysty jest otwarty, poetycki i nieprzewidywalny.
Andrzej Haegenbarth

Notatnik Osobisty
To co myślę o świecie może być czymś ważnym albo niczym. Najważniejsze w tym wszystkim, to przeżyć życie rozumiejąc sprawy ludzkie, pogłębiając siebie i rozszerzając swoje horyzonty, przez cały czas prowadząc dialog z różnymi ludźmi. Najważniejsze dla mnie było i jest nie to, co ja robię i jak robię, ale dlaczego to robię,

AFIRMACJA ŻYCIA

PEWNĄ FORMĄ ISTNIENIA

WYRAZEM TWOICH PRZEŻYĆ

SZUKANIEM SAMEGO SIEBIE

SPOSOBEM ROZUMIENIA INNYCH

TWORZENIEM DLA SAMEGO SIEBIE

FORMĄ ŁĄCZNOŚCI MIĘDZYLUDZKIEJ

WYRAŻANIEM CZEGOŚ KOMU BRAK SŁÓW

GŁĘBSZYM POZNANIEM SAMEGO SIEBIE

PRACĄ, KTÓRA SPRAWIA PRZYJEMNOŚĆ

POSZUKIWANIEM SENSU LUDZKIEGO ŻYCIA

MÓWIENIEM NIE DLA KOGOŚ LECZ DO KOGOŚ

UTWIERDZANIEM W SOBIE TEGO CO LUDZKIE

ZROZUMIENIEM I PIĘKNEM DLA INNYCH LUDZI

PRÓBĄ PRECYZOWANIA PEWNYCH PRAWD O ŚWIECIE

TWORZENIEM WOKÓŁ SIEBIE SFERY POCZUCIA WOLNOŚCI

TWOJĄ WYŁĄCZNĄ TAJEMNICĄ JAK I SEKRETEM ODBIORCY

RZECZYWISTOŚCIĄ WZBOGACAJĄCĄ RZECZYWISTOŚĆ ŻYCIA

PRZEMAWIANIEM WŁASNYM GŁOSEM DO INNEGO CZŁOWIEKA

POWIĘKSZENIEM OBSZARÓW WRAŻLIWOŚCI, MYŚLI, WIDZENIA

KONCENTRACJĄ OSOBISTYCH FAKTÓW EGZYSTENCJALNYCH

DROGĄ, PO KTÓREJ IDĄC MOŻESZ WYRAZIĆ JAK WIDZISZ ŻYCIE

PRZEKAZYWANIEM WŁASNYCH MYŚLI – KAŻDEMU DO KOGO ONE DOCIERAJĄ

PRZEKAZEM TWOICH OSOBISTYCH DOŚWIADCZEŃ DLA TYCH CO SĄ NASTROJENI NA TĘ SAMĄ NUTĘ

Notatnik osobisty to przekaz wizualny wewnętrznych przeżyć i unaocznienie wyobrażeń o tym co mnie otacza. Jest sublimacją mej egzystencji. Każda chwila i każde miejsce mojego życia, nawet jego najmniejszej cząstki, dają możliwość dokonania ich rejestracji. W mieszkaniu o każdym czasie, z okien mieszkania na okolicę, w drodze do pracy, na ulicy, w tramwaju, autobusie, samochodzie, w biurze (gdzie spędzam 1/3 mojego życia), na weekendzie, wczasach, na wystawach, dyskusjach, zakupach, w drodze do miejsca przeznaczenia, delegacjach służbowych, zebraniach, przyjęciach rodzinnych, urodzinach, pogrzebach – po prostu wszędzie tam, gdzie uczestnicząc fizycznie i duchowo, w różnych sytuacjach, stwarzam sam swoją jedyną, niepowtarzalną osobowość. Zgłębienie samego siebie będzie także wydobywaniem z ukrycia moich ideałów, wyobrażeń, najczystszych z czasów młodości, które gdzieś głęboko ukryte zalegają na samym dnie serca.
Bronisław Schlabs

Konfrontacje z przyszłością

Kryterium sportowe zastosowane do oceny twórczości artystycznej zawsze budzi wątpliwości. Oceny ferowane w ramach konkursów sztuki (i fotografii) są bowiem nieodmiennie obarczone subiektywnością upodobań oceniających, są wypadkową preferencji kilku osób (jury) zobligowanych przyzwoleniem organizatorów do wyrokowania o zwycięzcach i przegranych, o rozdysponowaniu pewnej puli nagród – w tym pieniężnych. Jest to tak oczywiste jak to, że wielu uczestników takich konkursów startuje w nich głównie dla nagrody finansowej, ale – w co należy wierzyć – zdecydowana większość kieruje się najpierw innymi motywami. I dla tej ostatniej zbiorowości wstępujących w „szranki” zwycięstwo czy przegrana ma sens nie tylko emocjonalno-prestiżowy ale często projektujący ich przyszłe działania, bywa że przyszłe wybory życiowe. Tak więc każdy, choćby nawet rutynowo, przeprowadzający konkurs artystyczny niesie istotne dla jego uczestników konsekwencje. Dochodzi bowiem dzięki niemu do swoistej konfrontacji oczekiwań ze spełnieniami; tego co jest (i co było) z tym co może być, innymi słowy – jest to konfrontacja przeszłości z przyszłością. Z tej bowiem strony gremium oceniające – w oparciu o doświadczenia przeszłości – wyznacza pewien poziom odniesienia dla danej dyscypliny, choć swoimi decyzjami może również sugerować pewne oczekiwania. Z drugiej strony – uczestnicy konkursu mają szansę sprawdzić skuteczność swojego dotychczasowego „treningu” warsztatowo-świadomościowego ale faktycznie to oni świeżością spojrzenia, śmiałością proponowanych rozwiązań formalno-treściowych określają właśnie to co już wykluwa się, co zapowiada przyszłość. I zwykle tym ciekawszy i lepszy jest poziom konkursu im silniej strona uczestnicząca w nim potrafi narzucić swój punkt widzenia, swoje preferencje. A sprawne jury potrafi dostrzec i docenić. Te konstatacje odnieść można oczywiście i do gorzowskich Konfrontacji Fotograficznych, choć niewątpliwie nie zawsze i nie do końca ten podział i te zależności wyglądają tak oczywiście. W czasach postmodernizmu nie ma bowiem prostej konfrontacji. Zbytnia rozpiętość z jednej strony kryteriów wartościujących, a z drugiej – wielkość niezobowiązujących stylistyk, pomieszanych technik, dowolność formalno treściowa; to wszystko nie pozwala na kumulację preferencji, na zbudowanie grupowego czy pokoleniowego wizerunku. Świadczy o tym również rozrzut nagrodzonych i wyróżnionych propozycji na obecnych Konfrontacjach Fotograficznych. Znalazły się tu bowiem zarówno zróżnicowane przetworzenia fotograficzne, prace eksperymentalne z kolorem, fotografia czysta, bezpośrednia, a także nieliczne wprawdzie formy reportażu. Nie zdominowała na szczęście konkurs fotografia manipulowana (a w tym komputerowe i digitalne formy); młodzi uczestnicy wolą – jak widać – sprawdzać się w twórczości raczej konwencjonalnej, choć proponowane prace prezentują poziom akademickich ćwiczeń uczestników przeróżnych szkół i uczelni fotograficznych. A właśnie słuchacze tychże szkół stanowią niewątpliwie najliczniejszą grupę Konfrontacji choć szkoda, że jeszcze nie kreują na tyle wyraźnych między sobą odrębności, by dochodziło do faktycznej konfrontacji ich postaw i kierunków poszukiwań. Gorzowskie Konfrontacje o tak szacownej przeszłości (to już XXIX spotkanie) mogłyby mieć przed sobą nie mniej obiecującą przyszłość.

Andrzej Saj

UCZESTNICY:

XXIX KONFRONTACJE FOTOGRAFICZNE

Jury w składzie :
Jerzy Lewczyński – Rada Artystyczna ZPAF – Gliwice – Przewodniczący
Władysława Nowogórska – ZPAF Gorzów Wlkp.
Janusz Nowacki – Galeria „pf” – ZPAF Poznań
Andrzej Saj – Redaktor Naczelny pisma art. Format – Wrocław
Adam Sobota – Muzeum Narodowe – ZPAF – Wrocław
Marian Łazarski – ZPAF Gorzów Wlkp. – Sekretarz 

Na posiedzeniu w dniu 9 kwietnia 1999r. i po obejrzeniu 114 zestawów 404 zdjęć 72 autorów, zakwalifikowano do wystawy 59 zestawów 187 zdjęć 52 autorów. Z pośród zakwalifikowanych zdjęć przyznano nagrody i wyróżnienia zgodnie z regulaminem następującym autorom: 
(ze względu na brak zdjęć pretendujących do I nagrody Jury przyznało dwie II nagrody) 

II nagrodę Marcinowi Sewerynowi Andrzejewskiemu z Drezdenka za zestaw 3 zdj. 
„Pochwała postmodernizmu” 

II nagrodę Wojciechowi Olechowi z Torunia za zestaw 3 zdj. 
„Poczekalnia”

III nagrodę Jackowi Kosowi z Wrocławia za zestaw 4 zdj.
„Przestrzeń II”

Nagrodę firmy TETENAL Dagmarze Błażejczyk z Gdańska za zestaw 3 zdj.
„Monologia cienia”

Wyróżnienia :
Patrycji Orzechowskiej z Gdyni za zestaw 3 zdj. „Solaris”
Maciejowi Jabłońskiemu z Bytomia za zestaw 4 zdj. „Ślub”
Maciejowi Andrzejowi Szymanowiczowi z Gorzowa Wlkp. za zestaw 6 zdj. „XXX”
Wyróżnienie specjalne (publikacja) w piśmie artystycznym Format:
Marcie Annie Januszkiewicz z Poznania za zestaw 3 zdj. „Anioł”
Dyplom Honorowy Rady Artystycznej ZPAF :
Grzegorzowi Kosmali z Ostrzeszowa za zestaw 3 zdj. „Kwiaty”
Redakcja miesięcznika Foto ufundowała prenumeraty roczne nagrodzonym i wyróżnionym.
Jury z zadowoleniem zauważa udział w konkursie nowych autorów oraz sugeruje potrzebę rozszerzenia formuły „KONFRONTACJI” w 2000 roku.

Erich Salomon 
wyniki 1928-1938

W 1980 roku land Berlin (Zachodni) nabył spuściznę po drze Erichu Salomonie, „ojcu nowoczesnego fotodziennikarstwa” od mieszkającego w Hadze jego syna Petera Huntera-Salomona. Od 1979 roku Galeria Berlińska poszerza swe zbiory sztuki o kolekcję fotografii. Na zlecenie Berlińskiego Muzeum Krajowego gromadzone są tu prace fotografów berlińskich oraz zdjęcia, które powstały w Berlinie, bądź wiążą się w jakiś sposób z tym miastem. W naszych nowych zbiorach spuścizna po Erichu Salomonie zajmuje poczesne miejsce. Składają się nań negatywy na szkle i na kliszach, szklane diapozytywy, odbitki, dokumenty biograficzne, wycinki prasowe oraz liczne książki, gazety i czasopisma, zawierające fotografie jego autorstwa. W Galerii Berlińskiej oryginalne materiały ze zbiorów fotograficznych są konserwowane, inwentaryzowane i od czasu do czasu przekazywane w depozyt muzeom, natomiast pracownicy Archiwum Fotograficznego Pruskich Dóbr Kulturalnych (Bildarchiv PreuRischer Kulturbesitz) zajmują się merytorycznym opracowywaniem motywów fotograficznych, mających ważne znaczenie historyczne, a także udostępnianiem ich dla potrzeb rozmaitych publikacji. Szczególne podziękowania pragniemy złożyć panu Peterowi Hunierowi-Salomonoroi za to, że mimo losu jaki spotkał jego ojca i całą jego rodzinę zdecydował się powierzyć dorobek swego ojca muzeum Berlina, jego rodzinnego miasta, dawnej prasowej metropolii Niemiec. Okres hitleryzmu i wojnę Peter Hunter-Salomon przeżył na emigracji w Anglii, bez ojca. który od 1933 roku mieszkał w Holandii, a w 1944 roku został zamordowany wraz z żoną i młodszym synem w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Zaraz po zakończeniu wojny przystąpił do zabezpieczania i gromadzenia materiałów ukrytych w różnych miejscach Holandii (część z nich została zakopana w hermetycznych, wodoodpornych pojemnikach) i zaczął je znów rozpowszechniać poprzez publikacje i wystawy. Tym niemniej część negatywów trzeba uznać za zaginione, ponieważ po deportacji Ericha Salomona z Holandii zgodnie z panującymi wówczas zwyczajami całe wyposażenie jego domu zarekwirowano i przetransportowano do Niemiec. Jak wiadomo fotografie reagują na światło, niekorzystne temperatury i wilgotność powietrza co najmniej z taka samą wrażliwością jak akwarele i rysunki. Dlatego też nikt nie może wziąć odpowiedzialności za wysyłanie oryginalnych zdjęć w długie podróże związane z wystawami. Jednak dzięki zastosowaniu specjalnych technik archiwum negatywów Ericha Salomona umożliwia nam przygotowanie trwałych odbitek na wędrowne ekspozycje. Temu zadaniu poświęcił się z całym swym rzemieślniczym kunsztem i zamiłowaniem fotograf Markus Hawlik, za co mu serdecznie dziękujemy. Na nasze wyraźne życzenie retusze odbitek wykonywane są niezwykle oszczędnie, to jest tylko w tych przypadkach, kiedy na przykład uszkodzenie negatywu narusza sama substancję fotografii. Uważamy, że powinno się pokazywać zdjęcia tak, żeby nie wyglądały one jak pierwszej świeżości reprinty, lecz by wyzierała spoza nich także odrobina historii samego archiwum. Goście wystawy, którzy choć trochę orientują się w historii fotografii, znajdą tu niejedno znane, ba, nawet słynne zdjęcie. Ale jest też kilka takich fotografii, które całkowicie zaskoczą nawet znawców, pokazujemy je bowiem tutaj po raz pierwszy. Chodzi tu o przykłady wybrane spośród siedmiu tysięcy zdjęć zrobionych aparatem Leica, które od 1983 roku opracowuje laboratorium fotograficzne Lan-desbiidstelle Berlin. Chcemy tu podziękować jego pracownikom, którym powierzono tę odpowiedzialną i żmudną pracę za rzetelną, cierpliwą i pełna zaangażowania pomoc w udostępnianiu archiwum Ericha Salomona; na równie serdeczne słowa podziękowania zasługują pracownicy Archiwum Fotogram Pruskich Dóbr Kultury, którzy zajmują się tą kolekcją. W szczególny sposób dziękujemy także panu Peterowi Hunterowi-Salomonowi który zawsze chętnie przyjeżdża na spotkania robocze do Berlina i wspiera nas swą ogromną wiedzą. Dziękujemy mu też za tekst wstępu, podpisy pod zdjęciami i krótką biografię w językach angielskim i niemieckim. Do powstania wystawy i katalogu przyczyniły się pytania, kierowane z krajów europejskich i z Ameryki do nas i do Instytutu Goethego, o wystawę twórczości fotograficznej Ericha Salomona. Instytut Goethego natychmiast podchwycił tę inicjatywę i tak doszło do bezproblemowej i miłej współpracy, za którą pragniemy podziękować pracownikom Centrali Instytutu w Monachium. Dzięki temu zaistniała możliwość udostępnienia szerokiej publiczności prac, należących do naszych najcenniejszych zbiorów. Fotografie Ericha Salomona mogą być nie tylko źródłem przeżyć estetycznych, lecz także skłaniają do refleksji: jak to możliwe, że po czasach, w których nawet politycy wyglądali jak kulturalni obywatele, nastąpił faszyzm i wojna światowa. 

Rumuńska poetka i delegatka Ligi Narodów, Madame Vacarescu w trakcie swej przemowy w Genewie w roku 1928

Na pokładzie luksusowego parowca, 1929

Janos Frecot 
Kurator Zbiorów Fotograficznych

1997r. XXVII KONFRONTACJE FOTOGRAFICZNE
Ogólnopolska Wystawa Fotografii Konfrontacje ’97
Zakwalifikowano 172 zdjęcia tj. 56 zestawów 48 autorów
I nagroda – Sławomir Kubala – Łódź
II nagroda – Stanisław J. Woś – Suwałki
III nagroda – Agata Pankiewicz – Kraków
Wyróżnienia – Zbigniew Sejwa – Gorzów Wlkp., Jerzy Zegarliński – Bydgoszcz,
Janusz Mielczarek – Częstochowa
Dyplom Rady Artystycznej ZPAF – Anna Fronckiewicz – Gorzów Wlkp.
Wystawa „Cierpliwość planety” – Szwajcarska Fundacja Kulturalna PRO HELVETIA – Zürich
Wystawa fotografii z lat 1967 – 1990 Evy Rubinstein
Seminarium na temat „Fotografia a przemiany lat 90-tych” 

Ogólnopolska Wystawa Fotografii Konfrontacje ’96
Zakwalifikowano 186 zdjęć tj. 58 zestawów 51 autorów
I nagroda – Paweł Żak – Józefów
II nagroda Piotr Łazowski – Szczecin
III nagroda – Stanisław Woś – Suwałki

Wyróżnienia: 
Lech Dominik – Gorzów Wlkp., Olga Grabiwoda- Kielce, Wojciech Małkowicz – Wrocław
Wystawa fotografii reklamowej: Leszka Szurkowskiego, Macieja Mańkowskiego i Tomasza Sikory
Wystawa Grzegorza Przyborka – „Rysunki – Obiekty – Fotografie”
Sympozjum „Fotografia – reklama – sztuka”
Pokaz przeźroczy i filmu wideo pt. „Pracownia Fotografii Reklamowej” – Grzegorz Przyborek

Zakwalifikowano 59 zastawów tj. 212 fotogramów 53 autorów
Przyznano 3 równorzędne nagrody:
Wojciech Olech – Toruń
Igor Omulecki – Łódź
Sławomir Smolarek – Ostrzeszów

Wyróżnienia: 
Rafał Swosiński- Chodzież ,Grzegorz Klatka – Katowice, Sławomir Sajkowski – Gorzów Wlkp., Agata Pankiewicz – Kraków
Dyplom Honorowej Rady Artystycznej ZPAF – 
Lech Polcyn – Kraków
Wystawa po plenerowa „Dziedzictwo i współczesność” Międzynarodowego Pleneru Fotograficznego
Wystawa fotografii w Małej Galerii – Jerzy Szalbierz
Seminarium na temat „Fotopgrafia polska u progu XXI wieku” 

Podkategorie

Kalendarz wydarzeń

grudzień 2018
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31

Nowość na stronie

  • Historia +

    Pół Wieku Lubuskiej Fotografii 1954-2004 Zorganizowany, społeczny ruch fotograficzny na Ziemi Lubuskiej rozpoczął swoją działalność w początkach lat pięćdziesiątych ubiegłego Read More
  • 1

filmy